Strona główna Artykuły Artykuły Esej: Problemy współczesnej młodzieży - problem zaburzenia więzi
Esej: Problemy współczesnej młodzieży - problem zaburzenia więzi Drukuj Email
Artykuły - Artykuły
Piątek, 06. Marzec 2009 07:37

Danuta Winiecka – Felix

O problemie zaburzenia więzi można mówić wielopłaszczyznowo. Mnie interesują trzy z nich i to pomiędzy nimi właśnie będę żonglowała, aby przybliżyć chociaż nieznacznie wybrany przeze mnie temat. Będą to punkty widzenia - młodzieży, osób dorosłych, a także specjalistów zajmujących się tym właśnie problemem. Osadzając problem zaburzeń więzi w dekaderze edukacyjnym trudno jest umieścić go tylko w sferze psyche, chociaż pierwsze skojarzenie tam właśnie go kieruje. Skoro soma to nasz zegar biologiczny, a więc to wszystko co dzieje się w naszym ciele na poszczególnych etapach rozwoju, a więc nasze potrzeby i popędy, natomiast polis to zegar społeczny , a w nim wszelkie naciski zewnętrzne, kontrola, normy, postawy – od aktywności po wycofanie – to psyche wyłania się jako podmiotowość w nas, nasze wyposażenie we wszystkie kompetencje potrzebne nam do radzenia sobie z tymi naciskami – wewnętrznymi polis i zewnętrznymi somy.

Problem zaburzenia więzi, to problem o gorzkich korzeniach. Patrząc na niego z perspektywy młodego człowieka, któremu jego własne zachowania zakłócają nawiązywanie zdrowych relacji z osobami dla niego znaczącymi i niezrozumienie dlaczego tak się dzieje, można nie dziwić mu się wcale, że najłatwiej potrafi zareagować na taką sytuację agresją - bądź fizyczną, bądź słowną lub autoagresją - ponieważ jest to najkrótsza droga do rozładowania frustracji: bodziec–reakcja. Jeśli nie ma on uwewnętrznionych i wypracowanych konkurencyjnych metod radzenia sobie z trudnymi sytuacjami, reaguje w sposób najprostszy, niszczący niestety jego relacje z innymi. Inne natomiast będzie spojrzenie na kłopoty z przywiązaniem młodzieży, widziane oczami i sercem przez osoby dorosłe - rodzica, wychowawcę, nauczyciela, sąsiada, księdza. To oni najczęściej, czując się ofiarami ich agresji lub ignorancji, napaści inwektywami, bezpodstawnych oskarżeń o nadużycia, manipulacji, kradzieży, braku empatii i innych jeszcze zachowań spoza normy, nie znajdują innego określenia na takich młodych gniewnych, jak – złe dzieciaki.

Dlaczego tak się dzieje ? Gdzie szukać przyczyny tego smutnego zjawiska, które jak rak toczy społeczeństwo stając się w jego rosnącej skali problemem fundamentalnym ? Co takiego dzieje się między bliskimi osobami, że nie działają żadne mechanizmy obronne ani żadne blokady? Jak wytłumaczyć fakt, że osoby związane, bądź więzami krwi, bądź miłości, przyjaźni, przemyślanych wyborów, tak bardzo siebie nawzajem krzywdzą? 

Młody człowiek buntuje się przeciwko swoim niepowodzeniom w kontaktach interpersonalnych, używając całego arsenału wypracowanych mechanizmów obronnych i robi to nieświadomie, krzywdząc wszystkich dookoła, a najbardziej tych, na których zależy mu najbardziej. I nie wie, że to, w jaki sposób reaguje i co tak naprawdę zaburza jego relacje, ma swoje wytłumaczenie we wczesnym dzieciństwie, w tzw. pozabezpiecznym wzorcu przywiązania ze znaczącym obiektem, a takim dla noworodka jest matka. Co to oznacza ? Że to deprywacja potrzeb dziecka w najwcześniejszym okresie jego życia, a więc interakcja matka – dziecko, coś, co najogólniej i potocznie określamy miłością, znalazło zupełnie inne wytłumaczenie. Jest ono określone jako kompetencje pozwalające na dostrajanie się matki do dziecka - pisze Hryniewicz – i, że z perspektywy procesu rozwoju przywiązania, ważniejsza jest dla dziecka figura matki niż fakt, że jest ona jego karmicielką .A więc to co zwykle utożsamiamy z miłością, w tym najwcześniejszym okresie życia dziecka , jest po prostu wypadkową jego oczekiwań stawianych przed matką, takich jak stała i nieprzerwana jej obecność, czyli adekwatne odpowiedzi na zachowania przywiązaniowe dziecka, będące podstawowym warunkiem utworzenia więzi. Są nimi : kontakt wzrokowy, uśmiech, płacz, gaworzenie, chwytanie, przywieranie. Właśnie tę umiejętność matki, to wspomniane wyżej dostrajania się do potrzeb dziecka, można określić jako wrażliwość macierzyńską, która dla dziecka znaczy tyle co miłość. Hryniewicz pisze : ‘’Etap kształtowania się przywiązania rozpoczyna nie tylko rozwój emocjonalny dziecka ale i jego proces socjalizacji. To początek jego drogi rozwoju, a więc wszystko to, co osiągnie na tym etapie rozwoju lub czego nie osiągnie, będzie rzutowało na jego dalszy rozwój ( Bowlby, 2007, Schaffer, 2006 ) . Osiągnięcia/zakłócenia etapu przywiązania, jako że są pierwszymi , będą zabarwiały/zaburzały funkcjonowanie w relacjach z innymi przez całe życie.’’ I w tym właśnie miejscu, odwołuję się do jednego ze specjalistów w temacie więzi ,do twórcy teorii przywiązania, angielskiego psychiatry i psychoanalityka dziecięcego Johna Bowlby’ego.

Jakie emocje w świetle tej teorii może wywoływać pytanie: Czy w kontekście docierającej do nas coraz szerszym strumieniem wiedzy na badany od niedawna problem zaburzenia więzi, łatwiej nam będzie przynajmniej jakiś procent nieakceptowanych zachowań młodych ludzi, tłumaczyć nie ich złą wolą lecz ‘’winą matki’’ ? Bowlby w swojej teorii, ‘’sprawcą’’ pozabezpiecznych wzorów przywiązania czyni właśnie matkę, jako najważniejszą figurę przywiązania dla dziecka. Hryniewicz pisze, że : ‘’ matka, z przyczyn sobie uświadomionych lub   nieuświadomionych, obarczona swoim własnym wrodzonym wyposażeniem, doświadczeniami wyniesionymi z rodziny pochodzenia i ze swoim osobistym wzorcem przywiązania, może mieć znaczące dla nieprawidłowego modelu więzi z dzieckiem zachowania, takie jak np. niedostępność uczuciową, brak reakcji emocjonalnej, nie zaspokajanie potrzeb emocjonalnych dziecka, zaniedbanie, wrogość, odrzucanie, niekonsekwencje i niewłaściwe do wieku dziecka interakcje’’.

W Polsce problem zaburzenia więzi zaistniał dopiero w ostatnich latach , a uruchomili go rodzice adopcyjni i zastępczy zmierzający się w nierównej walce pomiędzy specyficznymi zaburzeniami zachowania i przywiązania ich dzieci - u których fakt odrzucenia jest faktem oczywistym- z ubogą ofertą pomocy specjalistów w tym zakresie. Dalsze badania pokazały, że rozmiar tego zjawiska znacznie wyrósł poza to środowisko i dotyczy również dzieci wychowujących się w naturalnych, biologicznych rodzinach. Aby jednak można było w nich o nim mówić i nazwać go jego własnym imieniem, nie wystarczy spuentować go usprawiedliwianym brakiem czasu dla dziecka, zagonieniem, pracoholizmem, zdobyczami cywilizacji, które stały się faktem naszej rzeczywistości. Dzisiejszy świat ogarnięty rozpędzonym postępem ,zamyka poszczególnych członków rodziny pod jednym dachem ale w oddzielnych pomieszczeniach np. przy komputerach w wirtualnym towarzystwie. Odsyła dzieci z problemami do sieci internetowej zamiast skupiać ich przy rodzicach czy dziadkach. Do wspólnie spędzanego czasu przy stole jakże często zapraszany jest dodatkowy członek rodziny – telewizor. Panuje też ogólne przyzwolenie na zakłócanie wyszarpniętego wspólnie czasu, przez nadmiar zewnętrznych bodźców płynących z tłumu w supermarketach, podczas pośpiesznie zjadanych rodzinnie fast food‘ów. Staliśmy się społeczeństwem izolującym się od drugiego człowieka, odrzucającym go, wchodzącym w płytkie relacje interpersonalne. Jedni robią to nieświadomie ,drudzy w sposób przemyślamy, a jeszcze inni z powodu głęboko zakorzenionego w nich lęku. Wielu młodych ludzi wtapia się w ‘’złe towarzystwo’’ bez głębszych refleksji nad tym, dlaczego wybierają takich a nie innych ‘’przyjaciół’’, zasiewając tym w swoich bliskich ogromny niepokój .Są też i tacy, którzy za swoją ‘’inność’’, po latach niepowodzeń, nieudanego życia i uczucia ‘’zakleszczenia’’ w niezintegrowanej jak dotąd osobowości, winą obarczają swoich rodziców. Rozrzut ich argumentów może być rozległy, od zachowań patologicznych rodziców, po ich bierność w relacji, aż po zarzut, że zaspakajali oni jedynie ich zachcianki nie potrzeby, czyniąc się tym samym, ich ‘’bankomatami’’ lub ‘’książeczkami czekowymi’’ Ale muszą być też i ci ,którzy niemal w ostatniej chwili wyrwani zostają z pędu po równi pochyłej w dół - może za sprawą jakiegoś anioła w ludzkiej postaci, może dzięki łasce, odpowiadając wreszcie na zanoszone nieustannie, meczące w swej determinacji modlitwy do Boga za nich przez tych, którzy kochają ‘’pomimo wszystko’’ a nie ‘’ za coś’’, albo też w wyniku jakichś życiowych wstrząsów czy tragedii . Są to takie momenty w życiu człowieka, w których pytanie o własną tożsamość nabiera innego brzmienia. Ile kroków i w jakim kierunku musi teraz ten człowiek wykonać by zacząć lepiej żyć, będzie wypadkową wielu sprzyjających mu czynników i okoliczności. Najtrudniejszy jest pierwszy krok, to przebudzenie, aby zacząć oddalać się od wzorca, który czyni życie trudnym, smutnym i prędzej czy później rodzi poczucie niespełnienia, niezależnie od zwerbalizowania swojej wewnętrznej rozpaczy, bądź też wypieraniu jej poprzez męczące, wdrukowane w schemat zachowań, ucieczki.   

Na szczęście są też i ci, urodzeni pod szczęśliwą gwiazdą, którzy swoje udane, spokojne i harmonijne życie zawdzięczają bezpiecznemu wzorcowi przywiązania. Im łatwiej jest powielać ten wzorzec w swoich rodzinach. Dla nich wspólnie zjadane posiłki, rodzinne wyjazdy, pielęgnowanie tradycji, biesiadne wieczory, radość ze spędzania wspólnie wolnego czasu, rozwijanie pasji,  niekończące się dialogi, czy konstruktywne, dojrzałe rozwiązywanie problemów, płyną jakby w ich krwiobiegach, wyssane są z mlekiem matki. Taki model, jest dobrą matrycą do kształtowania się człowieka o wysokim współczynniku inteligencji emocjonalnej, o której napisał książkę pod tym właśnie tytułem Daniel Goleman. To on wskazał, że od umiejętności kontroli własnych emocji, zapału i wytrwałości w dążeniu do celu, od zdolności do empatii i umiejętności społecznych, zależy odniesienie życiowego sukcesu i poczucie spełnienia ( Goleman, 2007 ). Takie środowisko rodzinne samo w sobie oddziałuje na wszystkich jego członków terapeutyzująco.

Powracając do wątku eseju, którego scenariusz nie jest taki optymistyczny, można by postawić pytanie reprezentantom tego sterylnego,wychuchanego emocjonalnie środowiska, ogrzewającego się wspólnie w płomykach rodzinnego ciepła, jak oni uważają : Czy złe zachowania będące konsekwencją zaburzenia więzi można potraktować jak jednostkę chorobową, czy raczej należałoby wepchnąć je na margines kolejnej, nazwanej jakoś łagodnie, w nowoczesnym brzmieniu, patologii ?

Otóż powstał termin diagnostyczny na określenie ostrych i względnie nietypowych zaburzeń więzi – Reactive Attachment Disorder ( RAD ).

W klasyfikacji Międzynarodowej Organizacji Zdrowia – ICD – 10, wyszczególnione są dwie kategorie zaburzeń przywiązania :

Reaktywne Zaburzenie Przywiązania ( w klasyfikacji DSM – IV podtyp zahamowany ) i Zaburzenie Selektywności Przywiązania ( w DSM – IV podtyp odhamowany ). ( materiał konferencyjny , 2008 ).

Zwykliśmy utożsamiać nie akceptowane przez społeczeństwo zachowania z patologią społeczną, którą omijamy dużym kołem dla własnego bezpieczeństwa i na którą patrzymy z odrazą lub pogardą .I trudno się temu dziwić. 

Ja też kiedyś tak robiłam. Kiedyś.... teraz już nie .Życie postawiło mnie w pewnym momencie po innej stronie barykady niż ta bezpieczna, w której wyrosłam i po której też starałam się uwić moje, wymarzone gniazdko rodzinne. Teraz, mojej oceny takich zachowań nie uzależniam od emocji, które zwykle im towarzyszą, ponieważ włącza się we mnie projekcja modelu pozabezpiecznego wzorca przywiązania człowieka. Widzę też, w takich zachowaniach, wiele  typowych reakcji dla dziecka z Płodowym Zespołem Alkoholowym ( FAS ), z ADHD, z wyżej wspomnianym RAD, czy jeszcze innymi zaburzeniami, które nie stygmatyzują ich ‘’ na pierwszy rzut oka ‘’, ale – jak pisze Hryniewicz - są dla nich niczym markery noszące informację, że z dużym prawdopodobieństwem może wystąpić u nich szereg negatywnych reakcji, w pozornie błahych sytuacjach konfliktowych. Te dzieci, nie mają nic wspólnego z grupą tych dobrze urodzonych, bezpiecznie przywiązanych i dojrzałych emocjonalnie szczęściarzy. Oni, to raczej ci, o których mówi się - zły człowiek , trudny pacjent - bo ich zaburzenia określa się jako osobowość opozycyjno – buntownicza, psychopatyczna czy graniczna ( borderline) .

Problem zaburzenia więzi, ogarnia jak fala uderzeniowa cierpieniem wszystkich, którzy w jego zasięgu pełnią jakąś rolę. Cierpi młody człowiek, dla którego każda relacja staje się istnym polem minowym .Cierpi rodzic/opiekun, który obdarowując miłością bez granic otrzymuje od dziecka w odpowiedzi tylko pasmo udręk – jego uczuciową izolację ,utratę poczucia bezpieczeństwa wśród najbliższych, brak współczucia, wyrzutów sumienia, zrozumienia innych ludzi i wartości prospołecznych, przy jednoczesnym odbiorze otoczenia ‘’ na pierwszy rzut oka ‘’ jako grzeczne, miłe , lgnące, łatwo wchodzące w kontakt dziecko. Bo ten koszmar uruchamia się w momencie kiedy stawia się mu granice - wtedy staje się wrogiem opiekuna, kłamie, kradnie, niszczy wszystko wokół siebie, nie wykonuje poleceń, jest bezczelne, aroganckie, impulsywne, destrukcyjne, staje zawsze w pozycji. ( materiał konferencyjny, 2008 ) .Wreszcie cierpią też ci, którzy pojawiają się na bliższej lub dalszej orbicie takiego dziecka, bo nieprzewidywalne są również i dla nich jego reakcje, a to nie daje niestety nikomu poczucia bezpieczeństwa.

 Z faktami się nie dyskutuje, a one mówią, że rozpad więzi zawsze prowadzi do chaosu. Łatwo jest zerwać więź, trudno ją ‘’zrekonstruować’’. Kiedy się zerwie więź, małe dziecko nie potrafi wtedy żyć, a osobie dorosłej, po prostu nie chce się już żyć. Taka sytuacja zawsze rodzi pytanie : kim jestem, skoro dla nikogo nie jestem ważny i skoro mnie nikt nie chce ? .... Przecież w życiu dba się o ważne rzeczy... 

Ale... może nie wszystko jest stracone ???

Tam, gdzie widzialna ręka człowieka nie może już niczego zdziałać, tam jest jeszcze miejsce na niewidzialne działanie Ręki Pana Boga. Wiara daje nadzieję, że cuda się zdarzają, więc skoro Pan Jezus wskrzeszał umarłych, uzdrawiał chorych i uwalniał ze zniewoleń, to co to dla Niego takie. ...... zaburzenie więzi RAD, FAS, ADHD czy inne zaburzenia  ?

Lecz jeśli Wola Jego jest inna niż nasza-  bo ON, patrząc z wysokości Nieba widzi, i dalej, i więcej - wtedy na pociechę rzuca nam jakieś koło ratunkowe,  też i poprzez słowa, skierowane do wszystkich, którzy słabnąc w zmaganiach stają na skraju rozpaczy. Właśnie nimi , będącymi fragmentem książki ojca Augustyna Pelanowskiego pt : ‘’ Wolni od niemocy’’, mój esej zakończę :

 

BÓG

Z krzywdy uczynił... PRZYMIERZE

Z męczeństwa... ŚWIĘTOŚĆ

Z pokory... CHWAŁĘ

Z odrzucenia... WYBRANIE

Z ostatnich miejsc... PIERWSZE STOŁKI W NIEBIE.


Bibliografia

  • Bowlby J. ( 2007 ), Przywiązanie, PWN
  • Goleman D. ( 2007 ),  Inteligencja emocjonalna, Media Rodzina
  • Hryniewicz D. ( 2007 ), Specyfika pomocy psychologiczno-pedagogicznej dzieciom z FAS, Wydawnictwo Edukacyjne PARPAMEDIA, Warszawa
  • Hryniewicz D. ( 2008 ), Rodzina zastępcza i adopcyjna z perspektywy teorii przywiązania. Czy możliwa jest odbudowa więzi ? Korzenie zaburzeń, czyli wpływ przywiązania na jakość funkcjonowania psychospołecznego ze szczególnym uwzględnieniem problemów zieci z FAS., Konferencja Dziecko z Zespołem Zaburzenia Więzi, Szczecin 15 październik 2008
  • Krzywicka L. ( 2008 ), Kłopoty z intymnością – zaburzenia relacji przywiązania i ich konsekwencje w rozwoju człowieka. Typ przywiązania i jego konsekwencje dla rozwoju człowieka., Konferencja Dziecko z Zespołem Zaburzenia Więzi, Szczecin 15 październik 2008
  • Materiał konferencyjny, 2008, Zrozumieć zachowania dzieci z RAD, Zachodniopomorska Fundacja Pomocy Rodzinie ‘’ Tęcza Serc ‘’, www.teczaserc.pl, 15.10.2008
  • Pelanowski Augustyn osppe, ( 2004 ), ‘’Wolni od niemocy’’ , POMOC Wydawnictwo Misjonarzy krwi Chrystusa, Częstochowa