Strona główna Artykuły Artykuły Konsekwencje ran duchowych w życiu DDA
Konsekwencje ran duchowych w życiu DDA Drukuj Email
Artykuły - Artykuły
Poniedziałek, 01. Grudzień 2008 01:00
Każdy człowiek, który doświadcza przemocy, braku miłości, szykanowania, odrzucenia, krzywdy, zazdrości i gniewu innych jest podatny na zranienia, które pozostawiają w jego sercu głębokie blizny. Ów duchowe rany wywołują w psychice szereg reakcji oddziałujących na sposób postępowania, zachowania, tudzież emocjonalnego reagowania na stres, lub lęk.

Dorosłe dzieci alkoholików, które dorastają w atmosferze napiętych rozmów pijanych rodziców (pijanego rodzica) często kończących się kłótniami, awanturami, przemocą, szantażami, przekleństwami, ucieczkami z domu, interwencją policji, itp. także narażone są na efekty tych bolesnych doświadczeń, w niemal każdej sferze życia.

Dorosłe dziecko alkoholika nieustannie poddawane uczuciom lęku i strachu zaczyna w pewien sposób tworzyć sobie zespół zachowań i mechanizmów, które znakomicie ukrywają jego sytuację psychiczną, jak i rodzinną. Często inteligencja DDA oraz jego przymuszona dojrzałość jest znacznie większa niż przeciętnego dziecka. Kontroluje ona pseudoumiejętność znalezienia się w prawie każdej sytuacji. Funkcjonuje w taki sposób, aby nie tylko ukryć pod różnymi maskami złe samopoczucie, tragedię rodzinną czy też brak dojrzałości i odpowiedzialności, ale także by umożliwić ucieczkę od częstokroć trudnych konsekwencji, własnych, bądź cudzych wyborów. Paskudną rzeczywistość przyćmić mogą odstresowujące zajęcia, przybierające postać zachowań kompulsywnych.

Konsekwencje zachowań i decyzji DDA bardzo często łączą się z postępowaniem nieświadomym, bo ściśle związanym z oddziaływaniem ukrytych w podświadomości zranień, pochodzących najczęściej z utraconego, a jednak mającego wpływ na teraźniejszość, dzieciństwa.

Jedną z najczęściej pojawiających się cech u DDA jest konieczność udowodnienia swojej wartości. Spowodowana nie tylko przez spotykanie się z częstym poniżaniem, ale także brakiem nagradzania postępowania takiego dziecka. Wiąże się z tym lęk przed odrzuceniem oraz brakiem akceptacji, który uniemożliwia spełnienie przemożnej chęci bycia wyróżnionym.

Ja też jestem DDA. W moim przypadku wyglądało to następująco. Przez prawie cały okres nauki w szkole podstawowej uczyłem się w taki sposób, aby na świadectwie ukończenia widniał biało-czerwony pasek, co oznaczało średnią wynoszącą minimum 4.75. Niewątpliwie powód do dumy, nie dla mnie, chciałem więcej… Gnany nieposkromioną ambicją wygrywałem ogólnoklasowe konkursy, zdobywałem nagrody, wyróżnienia…. Mimo to, wciąż było mi mało. Chciałem być najlepszy we wszystkim. Tylko po to by zyskać uznanie w oczach innych. Pewnego razu na wycieczce klasowej do Kcyni po raz pierwszy wypiłem piwo. Musiałem pokazać kumplom „co to nie ja”. Pamiętam także, jak wiele skolekcjonowanych rzeczy przyniosłem na lekcje dotyczącą naszych zainteresowań. Były to między innymi klasery ze znaczkami, naklejki, czy plakietki z chipsów. Znów chciałem zobaczyć ten uroczy podziw, który stał się moim jedynym celem w życiu. A wszystko dlatego, że ktoś zapomniał mi kiedyś powiedzieć, że i bez tego jestem wspaniały…

Kolejną konsekwencją zranionego ducha DDA jest chęć bycia w centrum uwagi. Jej przyczyną może być nieczułość, zapomnienie lub odrzucenie ze strony rodziców. Człowiek, który tego doświadczył działa w podobny sposób jak poprzednio. Mianowicie pragnie zawsze pokazać się z jak najlepszej strony, często z fatalnym skutkiem. Pamiętam, jak w liceum podczas godziny wychowawczej, na którą zaproszono operatora kamery, nagrywano „wstęp" do studniówki, który miał przedstawiać uczniów naszej klasy ( kto z kim siedzi, o czym kto rozmawia, itp.). A ja mając pretekst żeby koniecznie zrobić coś śmiesznego (innymi słowy być w centrum uwagi) wstałem i prosząc o podejście kamerzysty, przedstawiłem mojego kolegę z tylnej ławki i zacząłem opowiadać ile mi wisi kasy m. in za pożyczanie zeszytów i innych przyborów szkolnych. W taki sposób rujnowały się moje kolejne relacje z ludźmi… Kiedy indziej podczas prezentacji mojej klasy na forum całej szkoły, udawałem gitarzystę. Wyłem i podskakiwałem jak oszalały– wygłupiłem się na oczach wszystkich. Długo nie mogłem zapomnieć, palącego wstydu, który towarzyszył mi tuż po wystąpieniu.

Kolejna rzecz to hipokryzja.

Kiedyś lubiłem opowiadać wielu osobom o swoich planach na przyszłość. Sęk w tym, że tych planów nawet nie zamierzałem realizować. Byłem próżny, co gorsza stałem się hipokrytą. Moje opowieści, w których zaklinałem się, że spróbuje nauczyć się całego słownika polsko-angielskiego, lub oczekuję publikacji naukowych przy zerowym ich rozpoczęciu to tylko niektóre z koncepcji, które miały wykreować mój odpowiedni wizerunek. Aby go jeszcze bardziej dopracować zgadzałem się na dotyczące mnie komplementy, opinie i zdanie innych, które niekiedy były kłamstwem. Nie wiem czym to było spowodowane. Utratą marzeń dziecięcych? Niespełnieniem? Ukrywaniem prawdy o sobie? Czy też, po raz kolejny chęcią zaimponowania.

Jak nie trudno się domyślić DDA doskwiera również brak poczucia własnej wartości. Zostaje ono jakby skazane na emocjonalną śmierć. Nie potrafi przyjmować pochwał, miłości ani dawać ich innym. Może to być konsekwencją przejęcia od rodziny surowości w ocenianiu własnej osoby albo wyuczonej przesadnej skromności. Taka istota, przygnieciona poczuciem własnej winy i koniecznością cierpienia, nigdy nie będzie mogła być szczęśliwa. Aż do momentu, gdy zacznie kochać samą siebie. Zdarzały się sytuacje, w których strasznie się wstydziłem, kiedy ktoś mówił mi komplement. To takie błędne koło! Najpierw rozpaczliwie łaknie się uznania, a potem się przed nim ucieka. Zaprzeczając i mówiąc, że to tylko przypadek. Osobiście, najchętniej praktykowałem metodę zmiany tematu rozmowy. Nie chciałem słuchać żadnych opinii o sobie (szczególnie tych dobrych). Czułem wtedy wielką potrzebę zadośćuczynienia za usłyszane dobro i byłem w kłopotliwej sytuacji, bo nie umiałem się odwdzięczyć.

Niezwykle znaczący symptom rany duchowej nie tylko u DDA, ale także u DDD (dorosłe dziecko z rodziny dysfunkcyjnej) to nadwrażliwość. Moim zdaniem jest ona spowodowana bezustannym spotykaniem się z agresją, przemocą lub wyszydzaniem. Nasuwa się myśl, że w dzieciństwie DDA bardzo często mamy do czynienia z bezustannym poczuciem zagrożenia, które powoduje dużą podatność na wewnętrzną lub zewnętrzną reakcję m.in. na usłyszaną przezeń od drugiego człowieka opinię, ocenę, gest.

Często zdarzało mi się długo rozważać każde słowo, które zostało wypowiedziane na mój temat. Wszelki przejaw negacji drążył mi ranę w sercu. Próbowałem potem wielu sposobów aby przywrócić sobie uznanie u danego człowieka. Innymi słowy: chciałem koniecznie być lubiany i akceptowany przez wszystkich. Co jest oczywiście niemożliwe! Oprócz tego zawsze zwracałem szczególną uwagę na to, co sam mówię. Gdy coś działo się nie po mojej myśli, od razu się karciłem i rozważałem wiele możliwości, w jaki sposób powinienem daną rzecz ująć.

Następny problem to wszechobecny pesymizm. Prawdopodobnie efekt długotrwałego życia w atmosferze beznadziejności, niemocy czy też bezsilności. Mogę powiedzieć, że prawie za każdym razem, kiedy miałem zaliczyć jakiś sprawdzian bądź klasówkę, byłem przekonany, że go nie zdam. Tak było chociażby przed maturą. Gnębiły mnie wizje własnej klęski. Widziałem jak przechadzam się po szkole, po zapoznaniu się z negatywnymi wynikami egzaminu i z rozpaczy walę głową w ścianę, kopię w ławkę, wyję z nieszczęścia.

Ponadto DDA towarzyszy także wszechogarniające poczucie winy i myślenie o popełnionej komuś krzywdzie. Zbyt częste oskarżanie siebie za m. in zepsucie komuś humoru czy też za czyjeś niepowodzenie może mieć przyczynę w nieświadomym przypisaniu sobie odpowiedzialności za czyny innych osób np. za nadużywanie alkoholu przez rodzica oraz w przesadnej krytyce rodzicielskiej z okresu dzieciństwa. Ja miałem sytuacje podobne. Głównie były to pretensje i wyrzuty do siebie, że np. nie pocieszyłem koleżanki lub nie podpowiedziałem znajomemu na sprawdzianie, itp. Wmawiałem sobie, że znajomy dostał kiepską ocenę z odpowiedzi, bo się do niej nie zgłosiłem. Często nie tylko mówiłem do znajomych: „To moja wina, że: …”, ale też często przepraszałem i usprawiedliwiałem innych nawet jak ktoś powinien mnie przeprosić.

Warto także wspomnieć, że DDA jest skłonne do introwersji, przesiąkniętej strachliwością przed nawiązywaniem nowych znajomości albo też, cechuje go wyjątkowa towarzyskość. W pierwszym wypadku jest to wynik duszenia w sobie emocji podczas spotykania się z bolesnymi sytuacjami. Osoba taka, nie potrafi przebaczyć sobie i innym. Zaczyna się przesadnie dystansować, zwykle aż do całkowitego wykorzenienia uczuć.

Ten problem dotyczył mnie w szczególny sposób, ponieważ w klasie licealnej stałem się najbardziej wyalienowanym uczniem. Nie rozmawiałem prawie z nikim, a już w ogóle o swoich problemach. Byłem obojętny emocjonalnie. Nie chodziłem na żadne imprezy czy też zwykłe potańcówki. Chciałem być sam ze sobą. W trakcie procesu zdrowienia zmieniło się to w nadmierną towarzyskość i „uszczęśliwianie’’ ludzi (nawet tych, którzy na to nie zasługiwali).

Nieodłącznym przymiotem każdego DDA jest zachowanie kompulsywne. Stanowi ono ucieczkę w świat nałogowych przyjemności, (często jedynej odskoczni od życia codziennego). Tego typu zachowanie może być spowodowane brakiem okazywania miłości przez rodziców, a w tym lękiem przed podjęciem wyzwań. „Gdzie nie ma miłości tam jest przyjemność”. Jedyną walkę jaką się wtedy toczy, to walka z samym sobą. Z człowiekiem opuszczonym, bezradnym i niespełnionym. Konfrontując to z moim życiem, mogę powiedzieć, że byłem uzależniony od samogwałtu, gier komputerowych, słuchania muzyki i kolekcjonerstwa. Wszystko to było związane nie tylko z uzyskiwaniem przyjemności, ale także z ucieczką od problemów i alkoholowego świata.

Kolejny efekt zranienia to chęć wzbudzenia wobec siebie litości lub zainteresowania. Wiąże się to z potrzebą bycia zauważonym, o której mówiłem wcześniej. Powodem tego może być nieznajomość, bądź odrzucenie miłości Bożej. Często taka osoba szuka wielu przymiotów boskich u ludzi. I to w nich pokłada nadzieję.

Kiedy chodziłem do liceum, zdarzało mi się specjalnie stać na przerwie samotnie, tak aby wreszcie ktoś mnie zauważył. Pamiętam jak na wycieczce klasowej złamałem obojczyk i w pociągu mówiłem do koleżanki, jak straszna rzecz mnie spotkała. Tak bardzo chciałem, żeby choć trochę się mną przejęła.

U DDA można się spotkać także z brakiem empatii. Duża ilość przykrych i krzywdzących słów sprawia, że człowiek przestaje w końcu szukać pomocy u innych, nabierając przeświadczenia, że nikt nie jest w stanie go zrozumieć. Dopóki ktoś nie pomoże wyjść DDA ze świata jego duchowych i niekiedy psychicznych problemów, których on sam nie potrafi nawet nazwać, dopóty nie będzie w stanie pomóc drugiemu człowiekowi.

Mnie prawie nigdy nie udawało się zrozumieć problemów znajomych, przyjaciół i chociaż chciałem to nie umiałem ani zacząć rozmowy ani też cokolwiek danej osobie doradzić.

DDA to osoba krytycznie do siebie nastawiona, która stara się za wszelką cenę być perfekcyjna. Według mnie związane jest to ze stawianiem przez rodziców wysokich wymagań w dzieciństwie. Nie wykluczam też, że niemalże każda opinia o DDA usłyszana od rówieśników, ma w tym swój udział. Gdy człowiek mniej wrażliwy usłyszy kilka cierpkich słów o swoich wadach, zazwyczaj się tym nie przejmuje. Natomiast nadwrażliwość u DDA powoduje przymus poprawy własnego wizerunku. Często kończy się to długim rozmyślaniem o swoich wadach a w konsekwencji użalaniem się nad sobą.

DDA jest w stanie tak usilnie dążyć do perfekcji, żeby w końcu karać samego siebie za każde niepowodzenie i odrzucać sposobność do pociechy za swoje osiągnięcia. Pamiętam jak rozmawiałem z panią pedagog na temat uzyskanych dobrych ocen. Zapytała się mnie, w jaki sposób postaram się uczcić to, że tak dobrze mi idzie nauka. Wówczas nie wiedziałem, co odpowiedzieć i zapytałem się czy w ogóle można takie rutynowe osiągnięcia jakoś uczcić. Usłyszałem od niej, że powinienem nie tylko się z tego ucieszyć, ale też w jakiś sposób siebie za to nagrodzić, czego kompletnie nie miałem w swoich zwyczajach.

Niemalże każde zranienie ukryte jest w naszej podświadomości. Pozostawia ono tym samym niewidoczną na sercu rysę, w postaci bolesnych wspomnień. Przebaczenie jest jedyną drogą do uzdrowienia, które może jednak trwać w przypadku DDA bardzo długi okres czasu a nawet całe życie.

W przeważającej części jesteśmy ludźmi kruchymi. Każdemu a w szczególności DDA, trudno jest reagować „zdrowo” na dotykające zło. Brakuje nam sił aby odpowiedzieć dobrem płynącym z wiary aby uznać jego nicość.

Przebaczenie może owocować znacznie mniejszą ilością przykrych wspomnień z przeszłości, lepszym samopoczuciem, a także zmianą zachowania i postępowania już nie tak autodestrukcyjnego jak to było wcześniej.

Życzę każdemu DDA udanego przebaczenia razem z Chrystusem.
Trawencjusz [ DDA ]