Ballada Drukuj Email
(1 głos, średnia ocena 5.00 na 5)
Artykuły - Artykuły
Wtorek, 25. Listopad 2008 19:22
Pianę od piw dostrzegają na niebie, smakują własny mocz i znów się rozczarowują. Ich kod genetyczny został skrócony do… Gdyby starczyło im sił i zapału otworzyliby własny koncern browaru. I może byłaby to jedyna słuszna decyzja, wynikająca z ich miłości do alkoholu. Stało się inaczej… Niestety to dość toksyczny związek…
Ona – rześka, złotowłosa o piwnych oczach. On spragniony i namiętny, przeżywa drugą młodość. Spotkali się przypadkiem, oboje stali samotni.


– Część, jestem Adam.
Nic nie wyrzekła, spojrzała mu tylko wymownie w oczy. Objął jej kibić i choć wydała mu się chłodna, polubił ją. Odtąd zawsze się tu spotykali. Siadali tam w rogu, prawie ich nie było widać. Zwykli nic nie mówić. Głaskał ją tylko po smukłej szyi… I tak co dzień. Ciężko pracował, aby móc ja utrzymać. Ona odpłacała się błogą rozkoszą. Oj, dobrze im było razem. Raz tylko, doszło do małej utarczki. Wyrwała mu się i upadła na podłogę. Przeleżał tak z nią chyba piętnaście minut. Wiedział, że kto jak kto, ale ona się na niego nie obrazi. I rzeczywiście… Chwilę potem znów trzymali się za ręce. Nigdy jeszcze takiej miłości nie widziałem… Pytał tylko o nią, gdzie tylko mógł, zabierał ją ze sobą. Im bardziej się przed sobą otwierali, tym bardziej zaczynali się potrzebować. Upijał się tą miłością. Lecz nadszedł dzień w którym nie przyszedł. Osiemnasta, dziewiętnasta, dwudziesta… Nie ma go. Na drugi dzień to samo. Ukochana starała się nie zdradzać oznak cierpienia, zarzekała się, że mu ufa i wie, że ją kocha. Zatroskany odszukałem jego mieszkanie. Dopiero sąsiadka powiedziała mi, że jest w szpitalu. Poszedłem w odwiedziny, razem z nią oczywiście.

– Marskość wątroby, pół roku, rok..?
Nie wierzyłem. Pękła. Upadła na podłogę, wzburzyła się i po chwili została z niej już tylko mokra plama. Adam pochylił głowę. Spojrzał smutno i jakby rozumnie. Wreszcie się uśmiechnął i rzekł:

– Nie ona pierwsza i nie ostatnia
Adam